niedziela, 5 czerwca 2016

Od Ashlynn c.d Ashtona

- Jeśli chcesz. - uśmiechnęłam się.
Cieszyłam się że to zaproponował. Nienawidzę tam siedzieć, wśród tych napalonych oblechów. Gdyby nie psychiczny szef już dawno bym tam nie pracowała. Po prostu się boję. Na szczęście jestem tam tylko raz lub dwa razy w tygodniu.
- To o której zaczynasz? - spytał.
- O 23. - odpowiedziałam. - Postawie ci za towarzystwo piwo, czy co tam będziesz chciał. - uśmiechnęłam się. - A jak nie pijesz, to wymyślę coś innego. - dodałam.

Ashton?

Od Ashton'a C.D Ashlynn

- Wszystko w porządku? -spytałem widząc reakcję dziewczyny na dźwięk syren- Przecież nie jadą po ciebie.
- Tak w porządku... -odparła biorąc kolejny łyk.
- No dobra... -mruknąłem i chcąc zmienić temat spytałem- Pracujesz?
- No wiesz, nieco tańczę, nieco śpiewam....Do tego dorabiam w klubie i jestem wolontariuszką w schronisku
- Naprawdę? Pracujesz w klubie?
- Tak -odparła niechętnie
- Nie lubisz tej pracy? -spytałem widząc, że jej wyraz twarzy nagle spochmurniał.
- Nie za bardzo.
- To może wpadnę tam i nieco umilę ci robotę? -zaproponowałem posyłając jej uśmiech

Ashlynn? :3

sobota, 4 czerwca 2016

Od Ashton'a C.D Eve

- I za to mnie kochasz -dodałem czochrając siostrę po włosach w taki sposób jak to robią 'starsi bracia'
- Dobra, dobra. Lepiej gadaj co to za ludzie -odparła poprawiając sobie fryzurę.
- A tacy tam....kumple z piaskownicy -machnąłem ręką
Ruszyłem przed siebie dość wolnym krokiem tak by Eve mogła mnie dogonić. Już po chwili szliśmy równym krokiem omijając innych przechodniów.
- Kumple z piaskownicy? -powtórzyła zaskoczona- Byli starsi od ciebie. Gdy ty bawiłeś się na placu zabaw oni już pewnie zaczynali przemycać narkotyki.
- Skąd pomysł, że narkotyki?
- Na takich wyglądali.
- To cię zaskoczę -powiedziałem- Przemycają ludzi. Szukali jakiejś szurniętej laski do roli sprzątaczki w gdzieś za granicą więc im ciebie poleciłem -zaśmiałem się.
Oczywiście, że nie była to prawda. Przecież nie mam zamiaru mieszać Eve w moje sprawy.

Eve? <Musiałaś mnie wsadzić w łapy gangsterów, co? XD>

Od Eve'r

Obudziło mnie głośne szczekanie Nerego, który stał przy oknie i wyglądał za niego. Leniwie podniosłam się na łokcie, by mieć szerszy widok. Nie przytomnym głosem powiedziałam do psa.
 - Nero... cicho bądź... - wymamrotałam nie zrozumiale. Pies spojrzał się tylko na mnie, swoimi rozumnymi oczami. Potem znowu skierował wzrok w stronę okna. Szczekanie zmieniło się w groźne warczenie. Dłużej nie wytrzymując tego dźwięku, wstałam z łóżka, podchodząc do oka i lekko rozchylając żaluzję, by zobaczyć na co szczekał Neron. Przed moim domem stało czarne auto, które dobrze znałam. Wyszedł z niego dorosły mężczyzna, mający kwiaty w ręku. Gdy zobaczył moją twarz w oknie, posłał mi zalotny uśmiech. Teraz odsłoniłam się cała i pokazałam mu środkowego palca, po czym znowu zasłoniłam żaluzje. Poszłam do drzwi, otwierając je a zastałam tam mężczyznę który od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. Miał jakieś z 35 lat, i podobno był szanowany, lecz był upierdliwy i jego łapy strasznie się do mnie kleiły. Zresztą nie miałam zamiaru w wieku 19 lat, mieć już 3 dzieci. Nie zdążył się nawet przywitać, gdy przerwałam mu w połowie wyrazu.
 - Nero, obcy - powiedziałam tylko do psa, który stał obok mnie. Odpowiedział mi warknięciem i skoczył bez zastanowienia na faceta. Na chwilę zamknęłam drzwi, słysząc szczekanie i warczenie psa. Mieszało się to z dźwiękiem jęczenia mężczyzny i rozrywania ubrań. Wpuściłam psa do domu, widząc jednocześnie jak czarne auto odjeżdża. Poszłam się ubrać po czym, wyszłam z Nerem na spacer. Poszłam do parku, gdzie zastałam mojego starszego brata. Jednak otaczało go trzech napakowanych kolesi, którzy raczej nie byli nastawieni pokojowo. Podeszłam bliżej, lecz tak by mnie nie słyszeli. Usłyszałam tylko zaniepokojony śmiech mojego brata.
 - No, ale panowie... ja naprawdę nie szukam kłopotów - zaśmiał się lekko, drapiąc się niewinnie w tył głowy. Podeszłam do nich, pukając lekko jednego z kolesi w bark. Ten odwrócił się do mnie i już miał zabluźnić gdy uświadomił sobie że stoi przed nim teraz kobieta.
 - To twoja laska młody? - zapytał się mojego brata. Zmarszczyłam brwi, zerkając na Ashton'a.
 - Nie...to moja młodsza o rok siostra - musiał podkreślić, że młodsza bo by chory był. Uśmiechnęłam się do mężczyzny, który od razu sięgnął dłoni do mnie. Lecz gdy poczułam na sobie jego dłoń, zamachnęłam się i przypakowałam mu prawego sierpowego, jednocześnie słysząc chrupot chrząstki nosa, łamiąc mu go. Ash, szybko uderzył stojącego obok niego a Nero skoczył na trzeciego. Gdy tamci zwijali się z bólu, nam udało się zwiać. Nero biegł za nami, ubezpieczając nas. Gdy wybiegliśmy z parku, i byliśmy już na ulicy, krzyknęłam na niego.
 - A tamci to kto to był?! - wybuchnęłam na niego. - A gdyby ci coś robili!? - wrzasnęłam. On tylko zrobił niewinny wyraz twarzy i zaśmiał się uroczo. Zawsze uważałam że jest stuknięty, ale...
 - Wariat jesteś - powiedziałam do niego, mimo woli się uśmiechając lekko.

Ashton bracie? W co ty się pakujesz? xD

Od Ashlynn c.d Ashtona

Gdy chłopak odwrócił się na chwilę, wykorzystałam moment i zapłaciłam za nas. Gdy ponownie spojrzał na sprzedawczynię, podawała mi już paragon. W końcu odwdzięczyć się trzeba. Usiedliśmy przy stoliku, który znajdywał się w cieniu, wzięłam łyk zimnego napoju. Był całkiem niezły.
- I jak? - spytał.
- Całkiem, całkiem. - uśmiechnęłam się lekko.
- Mówiłem. - odwzajemnił gest.
Kiedy usłyszałam odgłos karetki, wzdrygnęłam się lekko. Jejku, dlaczego, gdy usłyszę syrenę karetki, grzmot w czasie burzy, huk strzału z broni wszystko do mnie wraca? Zamrugałam szybko kilka razy, po czym ukradkiem spojrzałam na chłopaka, który uważnie mi się przyglądał, spojrzałam na niego pytająco.

Ashton?

Od Ashton'a C.D Ashlynn

- Z chęcią -zaśmiałem się- Ale ty stawiasz
- Jaki dżentelmen -Ashlynn z rozbawieniem przewróciła oczami.
- Chciałaś mi chyba wynagrodzić pomoc? -spytałem- Nie martw się zapłacę za nas.
- Nie martwię się. Uwierz mi, jeszcze stać mnie na szejka.
- Nie wątpię -odparłem jeszcze raz zerkając na pokaźnych rozmiarów zabawkę dla jej psa.
Utrzymanie takiego zwierzaka na pewno nie jest tanie.
- To jak? Jaki wybierasz? -spytałem stając przy budce z chłodnymi napojami.
- Hm...pozwól się zastanowić... -mruknęła spoglądając na listę z wypisanymi smakami szejków.
- To w takim razie dwa truskawkowe -zwróciłem się do sprzedawczyni podając banknot.
Ashlynn spojrzała na mnie z lekką irytacją.
- Nie pożałujesz, uwierz mi -odparłem podając jej kubek- A jakby co mogę przejąć twoją porcję.

Ashlynn?

piątek, 3 czerwca 2016

Od Ashlynn c.d Ashtona

Zaśmiałam się lekko.
- No dobrze. Więc jak mój ochroniarz się nazywa? - uśmiechnęłam się.
- Ashton. - wyciągnął w moją stronę rękę.
- Ashlynn. - zrobiłam to samo.
Ruszyliśmy wzdłuż ulicy, było na tyle tłoczno, że czasem musiałam schodzić na ulicę, żeby przejść. Jakoś nigdy nie umiałam wpychać się w tłum. Doszliśmy do zoologa, chwyciłam klamkę i miałam już otwierać drzwi, kiedy chłopak mnie wyprzedził, uśmiechnęłam się lekko i weszłam do środka.
- To, czego szukamy? - spytał.
- Głównie karmy, no i jakiejś zabawki. - odpowiedziałam.
Chłopak skinął głową i ruszył przodem a ja za nim. Wzięłam ulubioną karmę Oza i wybrałam mu zabawkę.
- Chyba dużego masz tego przyjaciela. - stwierdził po grubości zabawki.
- Beauceron. - spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się delikatnie i zgarnęłam z pułki kostki cukru dla Keylan.
Poszliśmy do kasy, zapłaciłam i wyszliśmy.
- Jakoś muszę ci podziękować za bycie moim wspaniałym ochroniarzem. - stwierdziłam. - Sorbet, szejk? - zaproponowałam.

Ashton, ochroniarzu?