sobota, 4 czerwca 2016

Od Eve'r

Obudziło mnie głośne szczekanie Nerego, który stał przy oknie i wyglądał za niego. Leniwie podniosłam się na łokcie, by mieć szerszy widok. Nie przytomnym głosem powiedziałam do psa.
 - Nero... cicho bądź... - wymamrotałam nie zrozumiale. Pies spojrzał się tylko na mnie, swoimi rozumnymi oczami. Potem znowu skierował wzrok w stronę okna. Szczekanie zmieniło się w groźne warczenie. Dłużej nie wytrzymując tego dźwięku, wstałam z łóżka, podchodząc do oka i lekko rozchylając żaluzję, by zobaczyć na co szczekał Neron. Przed moim domem stało czarne auto, które dobrze znałam. Wyszedł z niego dorosły mężczyzna, mający kwiaty w ręku. Gdy zobaczył moją twarz w oknie, posłał mi zalotny uśmiech. Teraz odsłoniłam się cała i pokazałam mu środkowego palca, po czym znowu zasłoniłam żaluzje. Poszłam do drzwi, otwierając je a zastałam tam mężczyznę który od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. Miał jakieś z 35 lat, i podobno był szanowany, lecz był upierdliwy i jego łapy strasznie się do mnie kleiły. Zresztą nie miałam zamiaru w wieku 19 lat, mieć już 3 dzieci. Nie zdążył się nawet przywitać, gdy przerwałam mu w połowie wyrazu.
 - Nero, obcy - powiedziałam tylko do psa, który stał obok mnie. Odpowiedział mi warknięciem i skoczył bez zastanowienia na faceta. Na chwilę zamknęłam drzwi, słysząc szczekanie i warczenie psa. Mieszało się to z dźwiękiem jęczenia mężczyzny i rozrywania ubrań. Wpuściłam psa do domu, widząc jednocześnie jak czarne auto odjeżdża. Poszłam się ubrać po czym, wyszłam z Nerem na spacer. Poszłam do parku, gdzie zastałam mojego starszego brata. Jednak otaczało go trzech napakowanych kolesi, którzy raczej nie byli nastawieni pokojowo. Podeszłam bliżej, lecz tak by mnie nie słyszeli. Usłyszałam tylko zaniepokojony śmiech mojego brata.
 - No, ale panowie... ja naprawdę nie szukam kłopotów - zaśmiał się lekko, drapiąc się niewinnie w tył głowy. Podeszłam do nich, pukając lekko jednego z kolesi w bark. Ten odwrócił się do mnie i już miał zabluźnić gdy uświadomił sobie że stoi przed nim teraz kobieta.
 - To twoja laska młody? - zapytał się mojego brata. Zmarszczyłam brwi, zerkając na Ashton'a.
 - Nie...to moja młodsza o rok siostra - musiał podkreślić, że młodsza bo by chory był. Uśmiechnęłam się do mężczyzny, który od razu sięgnął dłoni do mnie. Lecz gdy poczułam na sobie jego dłoń, zamachnęłam się i przypakowałam mu prawego sierpowego, jednocześnie słysząc chrupot chrząstki nosa, łamiąc mu go. Ash, szybko uderzył stojącego obok niego a Nero skoczył na trzeciego. Gdy tamci zwijali się z bólu, nam udało się zwiać. Nero biegł za nami, ubezpieczając nas. Gdy wybiegliśmy z parku, i byliśmy już na ulicy, krzyknęłam na niego.
 - A tamci to kto to był?! - wybuchnęłam na niego. - A gdyby ci coś robili!? - wrzasnęłam. On tylko zrobił niewinny wyraz twarzy i zaśmiał się uroczo. Zawsze uważałam że jest stuknięty, ale...
 - Wariat jesteś - powiedziałam do niego, mimo woli się uśmiechając lekko.

Ashton bracie? W co ty się pakujesz? xD