Zaśmiałam się lekko.
- No dobrze. Więc jak mój ochroniarz się nazywa? - uśmiechnęłam się.
- Ashton. - wyciągnął w moją stronę rękę.
- Ashlynn. - zrobiłam to samo.
Ruszyliśmy wzdłuż ulicy, było na tyle tłoczno, że czasem musiałam schodzić na ulicę, żeby przejść. Jakoś nigdy nie umiałam wpychać się w tłum. Doszliśmy do zoologa, chwyciłam klamkę i miałam już otwierać drzwi, kiedy chłopak mnie wyprzedził, uśmiechnęłam się lekko i weszłam do środka.
- To, czego szukamy? - spytał.
- Głównie karmy, no i jakiejś zabawki. - odpowiedziałam.
Chłopak skinął głową i ruszył przodem a ja za nim. Wzięłam ulubioną karmę Oza i wybrałam mu zabawkę.
- Chyba dużego masz tego przyjaciela. - stwierdził po grubości zabawki.
- Beauceron. - spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się delikatnie i zgarnęłam z pułki kostki cukru dla Keylan.
Poszliśmy do kasy, zapłaciłam i wyszliśmy.
- Jakoś muszę ci podziękować za bycie moim wspaniałym ochroniarzem. - stwierdziłam. - Sorbet, szejk? - zaproponowałam.
Ashton, ochroniarzu?